Jacek Frąś – genialny rysownik, twórca komiksów. Wielokrotnie nagradzany za swoją twórczość. Muzyk, ojciec, mężczyzna o ostrym jak brzytwa umyśle. Z łatwością i specyficznym humorem wyłapuje z rzeczywistości wszelakie „bareizmy”. Poznajcie Jacka.

Twoja fascynacja komiksami nie dziwi mnie ani trochę, w końcu znamy się nie od wczoraj. Ale prosiłabym, abyś opowiedział naszym czytelnikom, jak to wszystko się zaczęło.

Komiksy fascynowały mnie od dziecka, podobnie jak filmy i wszystkie inne wytwory kultury, które rozwijają wyobraźnię. Nie mogę tego powiedzieć o książkach, do których dość długo musiano mnie przekonywać, na szczęście z powodzeniem. A więc czytałem komiksy, oglądałem filmy i naturalną rzeczą było, że zacząłem również rysować własne historie – najczęściej z kolegą z tego samego bloku na Retkini w Łodzi. Historie oparte były luźno na innych historiach i wzbogacone o elementy własne.

„Złota kaczka” i prestiżowa nagroda. Rozpierała Cię duma, czy zwykłe zmęczenie połączone z myślą „Do diabła, zasłużyłem na to!”?

Na pewno nie rozpierała mnie duma ani myśl o zasłużonym uznaniu. Było raczej tak, że ta nagroda zmusiła mnie do zastanowienia się, czy nie zająć się komiksem na serio. I tak naprawdę do dzisiaj się nad tym zastanawiam ponieważ jest to praca porównywalna tylko z pracą kierowcy tira: siedzisz i siedzisz i siedzisz. Prawdopodobnie zarobki kierowców są wyższe bo i praca ich jest bardziej pożyteczna dla społeczeństwa.

Który ze stworzonych przez Ciebie komiksów zajmuje szczególne miejsce w Twoim sercu?

Myślę, że chyba komiksy powstałe w złotym okresie komiksu polskiego, czyli moment kiedy razem z kolegami ze Słynnej Grupy 8 byliśmy w Liceum Plastycznym w Łodzi i rysowaliśmy z pasji, zajawki i ostrej konkurencji między sobą, raz w tygodniu spotykając się u Przemka Truścińskiego i wpadając na pizzę na Dworzec Kaliski do Jacka Waliszewskiego, który pisał wtedy świetne scenariusze komiksowe. Pizzę robił nam za darmo, gdyż sępiliśmy.

 

Jacku pamiętam Twój realistyczny autoportret, namalowany na lekcji malarstwa w naszym łódzkim „plastyku”. Sięgasz jeszcze po pędzel? Nie mam na myśli remontu mieszkania, rzecz jasna.

Niezmiernie rzadko, ale obiecuję sobie kiedyś do tego wrócić. Malowanie w oparach terpentyny to niezmiernie uspokajająca czynność, wprowadzająca w leczniczy dla mózgu trans. Polecam każdemu!

Jacku zdarza Ci się cierpieć z powodu niemocy twórczej? I czy wówczas, jak każdy normalny człowiek, leczysz się żółtym serem?

Ser żółty zajadam ale z pokorą. Z niemocą nauczyłem się walczyć i raczej zauważam stany kiedy pracuje mi się lepiej niż gorzej,. Na pewno nie czekam na natchnienie, w istnienie którego wątpię. Bardziej porównałbym proces wymyślania i tworzenia do gimnastyki lub regularnego treningu sportowego, np.: biegania. Trzeba się do tego zmusić i jakoś idzie.

Jak wygląda Twój warsztat pracy? Czego potrzebujesz, aby wspinać się na takie wyżyny kreatywności?

Na wyżyny staram się nie wspinać, bo kostka skręcona! Mój warsztat to typowe biureczko z Ikei, wsparte kozłami, dobry monitor graficzny, stary komputer, tablet i masa śmieci. O, np.: patrzę w tej chwili na metalowe pudełeczko w kształcie zęba, w którym są schowane zęby mleczne moich dzieci. Zapomniałbym o dobrym oświetleniu. W moim wypadku to minimalistyczna lampka. Też od szwedzkiego giganta.

Muzyka odgrywa w Twoim życiu ważną rolę. Opowiedz nam o niej.

Jestem perkusistą, więc moje istnienie w zespole sankcjonują tylko inni muzycy. Perkusista nie istnieje samodzielnie. Któż chciałby słuchać suchych rytmów albo potwornych solówek? Dopiero dodanie do rytmu melodii a do melodii wokalu daje pełnię szczęścia perkusiście. Obecnie gram w dwóch gdańskich zespołach: Kwiaty i Grupa Strasznego. Mamy regularne próby, koncertujemy i potrzebujemy tego grania i spotykania się .

Wychowałam się na komiksach Szarloty Pawel i Tadeusza Baranowskiego. Długie lata kochałam się platonicznie (bo jak inaczej?) w Thorgalu. Którego twórcę komiksów Ty cenisz sobie najbardziej?

Nie wymienię jednego nazwiska, ponieważ w komiksach cenię ich nieskrępowaną różnorodność i to, że każdy komiks to kompletny mikroświat, odbijający umysł swojego twórcy lub twórczyni. Na pewno pociągają mnie komiksy autorskie a nie te z korporacyjnych wydawnictw. Ze świata superbohaterów wypadłem dość dawno, kiedy zdałem sobie sprawę z jego szablonowości. Komisy nieszablonowe cenię najbardziej.

Co robisz w wolnych chwilach, kiedy akurat nie rysujesz i nie remontujesz mieszkania?

Nie mam zbyt wiele wolnego czasu. Staram się spędzać go z dziećmi, ruszać się, czytać i oglądać filmy. Uwielbiam też szlifować gładź szpachlową, ale o remontach miałem nie mówić.

Co wspominasz najlepiej z licealnych czasów? Muszę o to zapytać, bo ciekawa jestem, jak bardzo pokrywają się nasze wspomnienia.

Po latach mogę stwierdzić, że PLSP w Łodzi było najważniejszą szkołą w moim życiu, ponieważ nastąpił wtedy znaczący postęp w moim myśleniu o świecie. Do połowy liceum byłem niezłym tępakiem, dryblasem z pryszczami. Od połowy pozostałem już tylko pryszczatym dryblasem a nastoletnia tępota poczęła stopniowo zanikać. Pod koniec szkoły nawet na czymś mi zależało i starałem się dostać do ASP. Do dzisiaj utrzymujemy z większością ludzi kontakt i są to na pewno znajomości najmocniejsze.

Jakie masz plany na przyszłość? Może kolejny doskonały komiks na miarę „Totalnie nie nostalgii”?

Aby powstał taki komiks musi się złożyć kilka czynników i jeszcze do tego jakiś okruch szczęśliwego zrządzenia losu. Przede wszystkim „Totalnie nie nostalgia” jest opowieścią Wandy Hagedorn, a to, że trafiła właśnie na mnie jako na rysownika, nazywam takim szczęściem dla nas obojga. Tymczasem właśnie dzisiaj ma premierę moja najnowsza książka – tym razem dla dzieci – „Balbina i Bambak. Pralka w lesie”. Opowiada ona historię dziewczynki Balbiny i Bambaków – stworków wymyślonych przez Aleksandrę Trościankowską, moją konkubinę.

Twoja recepta na szczęście to…

Pierwsza danego dnia kawka?

 

 

Przepytywała i męczyła Magdalena Czmochowska

5.00 avg. rating (99% score) - 2 votes

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here